Przy 2 nocach zwykle wygląda to tak: przyjazd w piątek, sobota pełna atrakcji, w niedzielę szybkie śniadanie i wyjazd. Znamy ten schemat aż za dobrze.

Problem w tym, że w takim tempie trudno o to, co w Kazimierzu najcenniejsze: poczucie, że czas zwalnia. Że można posiedzieć dłużej przy kawie, zjeść obiad nie patrząc nerwowo na zegarek, przejść mniej uczęszczaną ulicą i po prostu… nic nie musieć.

Dodatkowa doba czy dwie zmieniają wszystko. Nagle pojawia się przestrzeń na rozmowę, „jeszcze jeden spacer”, jeszcze jedną kolację w ulubionym miejscu. W Spichlerz Parku wierzymy, że właśnie dla takich chwil warto zostać w Kazimierzu trochę dłużej.

Jeśli zostaniecie 4–5 dni, możecie ułożyć własny rytm: późne śniadania, wspólne wędrówki po wąwozach, popołudnia w kawiarni, wieczory przy winie, dłuższe kolacje. Taki mini urlop ma zupełnie inny ciężar niż szybki city break.

Restauracja, którą wybieracie na „swoje miejsce” na czas wyjazdu, naprawdę ma znaczenie. Spichlerz Park może być takim stałym punktem – miejscem, do którego wraca się każdego dnia, trochę jak do dobrze znanego salonu w innym mieście.